.:Generał
Rozwadowski:.
Latem 1920 roku, w obliczu
zagrożenia Ojczyzny, wszystkie stronnictwa polityczne zawarły porozumienie i
utworzyły rząd jedności narodowej z przywódcą ludowym Wincentym Witosem na
czele. Powołano Radę Obrony Państwa jako najwyższą władzę państwową na czas wojny.
A tymczasem sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej krytyczna. 14 lipca wycofano się z Wilna, Baranowicz i Nowogródka, 20
lipca nasze wojska opuściły Grodno, 3 sierpnia Łomżę, a 4 sierpnia Ostrołękę.
Na ratunek
Rada Obrony Państwa, uwzględniając sugestię marszałka Francji Ferdinanda Focha, wezwała do powrotu do kraju szefa
polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, gen. Tadeusza Rozwadowskiego, którego Józef
Piłsudski wysłał nad Sekwanę obawiając się rosnącej popularności tego wybitnego
generała. Gen. Tadeusz Rozwadowski, człowiek o wielkiej kulturze osobistej i
głębokiej wierze, był urodzonym żołnierzem: zdecydowany, energiczny, szybko
podejmujący decyzje. Spośród wszystkich oficerów biorących udział w wojnie 1920
roku miał najwyższy stopień wojskowy.
Jako prymus ukończył Akademię Techniczną, a następnie elitarną Wyższą Szkołę
Wojenną w Wiedniu. W czasie I wojny światowej, służąc w wojsku austriackim w
stopniu generała, zdobył na froncie duże doświadczenie praktyczne w dowodzeniu
wielkimi jednostkami taktycznymi. Pod względem posiadania kwalifikacji
wojskowych oraz znajomości sztuki wojennej nie ustępował słynnemu gen. Maximowi Weygandowi, szefowi
sztabu zwycięskich wojsk francuskich, nie mówiąc już o Józefie
Piłsudskim, który nie przeszedł żadnego wyszkolenia wojskowego i był
tylko zdolnym amatorem samoukiem. Wraz z przybyciem gen. Tadeusza
Rozwadowskiego do Warszawy i objęciem przez niego funkcji szefa Sztabu
Generalnego, ogarnął wszystkich bojowy zapał i wola walki, ponieważ potrafił on
wpłynąć na innych - wierzył w zwycięstwo i wiedział, jak je osiągnąć.
Najważniejszym było to, że optymizm, jakim promieniował, nie wynikał z intuicji
lub naiwności, lecz z trafnej oceny sytuacji wojskowej oficera sztabowego i
profesjonalisty, jakim był generał.
Plan
Gen. Tadeusz Rozwadowski zaraz po przybyciu do Warszawy przystąpił do
opracowania planu operacyjnego, ponieważ do tego momentu nie było żadnego
pomysłu, jak powstrzymać nawałę bolszewicką nacierającą na Warszawę. W planie
tym, oznaczonym numerem 8359-III z dnia 6 sierpnia 1920 roku gen. Rozwadowski
zamieścił rozkaz przegrupowania wojsk "z przyjęciem wielkiej bitwy pod
Warszawą", a grupa manewrowa, skoncentrowana w rejonie rzeki Wieprz,
"pod dowództwem gen. por. Rydza-Śmigłego miała energicznym uderzeniem zadać
klęskę bolszewickim siłom głównym". Plan ten podpisał "Szef Sztabu
Generalnego W.P. /-/ Rozwadowski, generał porucznik". W tym miejscu
niezbędne wydaje się zwrócenie uwagi, że doszło do przekłamania i mistyfikacji
na wielką skalę, ponieważ nie ma najmniejszej wzmianki o tym, że to Piłsudski
opracował ten plan, a nawet, że zapoznał się z nim, a tym bardziej, że go
zatwierdził.
Plan strategiczny Michaiła Tuchaczewskiego
przewidywał przejście 4. Armii sowieckiej na lewy brzeg Wisły poniżej Warszawy
w celu okrążenia naszych wojsk od północy i odcięcia centralnych dzielnic od
morza. Tymczasem, podczas przekazywania jednostkom polskim planu operacyjnego
gen. Rozwadowskiego poległ pod Dubienką mjr W. Drohojowski.
Bolszewicy znaleźli przy nim tajny plan operacyjny. Ruchy wojsk nieprzyjaciela
wskazywały, że Tuchaczewski poznał zamiary polskiego
Sztabu Generalnego. Po otrzymaniu raportu w tej sprawie, gen. Rozwadowski
postanowił opracować nowy plan operacyjny. W planie tym wprowadził zmiany
polegające głównie na wzmocnieniu frontu północnego. Obawiając się jednak, aby
plan ponownie nie wpadł w ręce nieprzyjaciela, napisał go własnoręcznie w
jednym tylko egzemplarzu.
Rozkaz nr.
10.000
Nowy plan operacyjny (rozkaz operacyjny specjalny) z dnia 9 sierpnia 1920 roku
- według którego została rozegrana Bitwa Warszawska - oznaczony numerem 10.000,
przedstawił gen. Rozwadowski dowódcom armii do
wykonania (rozkazu!). Wśród wyższych rangą oficerów, którzy przyjęli ten plan
znajdują się podpisy: J. Piłsudskiego pod nr. 1, Józefa
Hallera pod nr. 3, gen. Edwarda Rydza-Śmigłego pod nr. 5, Gen. Władysława Sikorskiego pod nr.
7. Oryginał tego planu znajduje się obecnie w Instytucie im. Józefa
Piłsudskiego w Nowym Jorku.
W myśl tego planu, na wschód i północ od Warszawy zgrupowano 3/4 wojsk
polskich, a 1/4 w rejonie Dęblina i rzeki Wieprz (tzw. Grupa Uderzeniowa pod
dowództwem Józefa Piłsudskiego). W razie pomyślnie rozwijającej się ofensywy
pod Warszawą, miał on wykonać uderzenie na lewe skrzydło 16. Armii sowieckiej
atakującej naszą stolicę z północnego wschodu.
W przełomowych dniach Bitwy Warszawskiej Józef Piłsudski, Naczelny Wódz,
przechodził okres załamania psychicznego i niebezpiecznej apatii. Maciej Rataj,
późniejszy marszałek Sejmu, tak o tym pisał: "Piłsudski stracił pod wpływem
klęsk głowę. Opanowała go depresja, bezradność, powtarzał ciągle, że
wszystkiemu winien jest upadek "moralu" w wojsku ( w czym miał zresztą dużo słuszności), ale nie umiał
wskazać sposobów podniesienia go; wszystkich, nawet najbliższych mu, zadziwiała
jego apatia, sugerowano, by udał się do jednego lub drugiego oddziału wojska,
pokazał się, dodał otuchy żołnierzom - daremnie".
12 sierpnia, kiedy patrole nieprzyjaciela znajdowały
się już w pobliżu Radzymina, Józef Piłsudski przyjechał do premiera rządu
Wincentego Witosa i w obecności Ignacego Daszyńskiego i Leopolda Skulskiego
złożył na piśmie rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, po
czym wyjechał z Warszawy. Witos, obawiając się, że wiadomość ta bardzo źle
wpłynie na nastroje społeczeństwa, dokument ten schował do kasy pancernej, a po
wojnie zwrócił Piłsudskiemu. Witos zachował sobie jednak odpis, który zginał w
tajemniczych okolicznościach w czasie zamachu majowego w 1926 roku.
Decydujący bój
Prze cały dzień 14 sierpnia w zaciętych, gwałtownych atakach na nieprzyjaciela
biorą udział wszystkie oddziały zgrupowane na froncie pod Warszawą. Pod Ossowem ginie bohaterską śmiercią kapelan wojskowy ks.
Ignacy Skorupka, idący do ataku w stule i z krzyżem w ręku w pierwszym szeregu
II batalionu Legii Akademickiej złożonego ze studentów warszawskich uczelni.
Wskutek niebezpiecznego zagrożenia Warszawy od strony Radzymina, gen.
Rozwadowski zaczął energicznie przynaglać gen. Sikorskiego, dowódcę 5. Armii do
przejścia do działań ofensywnych. Gen. Sikorski dużym wysiłkiem zdołał
zmobilizować zmęczone i wyczerpane długotrwałym odwrotem wszystkie oddziały i
14 sierpnia w godzinach popołudniowych 5. Armia przystąpiła do działań
zaczepnych na całym froncie północnym. Ofensywa wojska polskiego znad rzeki
Wkry na prawe skrzydło 16. Armii sowieckiej znacznie odciążyła, szczególnie w
decydującym dniu 15 sierpnia, niebezpieczny nacisk nieprzyjaciela na Warszawę.
Wieczorem 14 sierpnia wojska sowieckie, wykorzystując lukę, jaka powstała na
linii obrony 11. Dywizji, przełamują front i szybko posuwają się w stronę
Nieporętu i Izabelina. Tuchaczewski jest przekonany,
że jego wojsko przełamało ostatnia linie obrony i już żadna przeszkoda nie stoi
na drodze do zajęcia Warszawy. Śle depeszę do Moskwy, że Warszawa, stolica
Polski, została zdobyta. Gen. Rozwadowski tak napisał o krytycznej sytuacji, w
jakiej znalazła się 11. Dywizja: "Wiedziałem przecież dobrze, że 11.
Dywizja będzie się bronić, zaangażuje nieprzyjaciela, ale nie wytrzyma
silniejszego natarcia, chodzi mi o to, aby wróg po przełamaniu frontu na to
miejsce skierował natarcie, na to tylko czekałem i miałem odpowiedź
przygotowaną".
Rozwadowski, na wiadomość o przerwaniu frontu, wydaje rozkaz gen. Lucjanowi
Żeligowskiemu, dowódcy 10. Dywizji, aby natychmiast uderzał na wdzierające się
w głąb polskich pozycji hordy wroga. Dywizja ta, stanowiąca odwód Naczelnego
Wodza, nie brała dotychczas udziału w walkach o Warszawę. Jest wypoczęta,
dobrze uzbrojona, zachowuje w pełni zdolności bojowe i nie wykazuje oznak
demoralizacji. Gen. Żeligowski silnym uderzeniem na flankę wroga odrzuca 27.,
2. i 21. dywizje
nieprzyjaciela poza linię rzeko Rządzy. 27. Dywizja sowiecka zostaje niemal
całkowicie rozbita, tracąc 1.200 żołnierzy. Śmiałe
natarcie 10. Dywizji gen. Żeligowskiego podrywa do walki wszystkie oddziały
zgrupowane na wschód i północ od Warszawy. W ataku na wroga biorą udział
wszystkie rodzaje broni: piechota, kawaleria, artyleria, samoloty, czołgi i dwa
pociągi pancerne "Mściciel" i "Piłsudski". Cały front, od
Karczewa do Wkry i dalej na północ - staje w ogniu krwawych morderczych walk.
5. Armia gen. Sikorskiego, tocząc ciężkie walki, posuwa się na wschód. Po
krótkim przygotowaniu artyleryjskim uderza na wroga 1. Dywizja
Litewsko-Białoruska. Ok. godz. 7.00 zajęła ona Dąbkowiznę
i Wólkę Radzymińską, a o godz. 11.00 pułk wileński, wsparty plutonem czołgów,
wkracza do Radzymina. W dniu 15 sierpnia napór wojsk sowieckich ze wschodu
został pod Warszawą złamany, a następnego dnia przekształcił się w paniczną
ucieczkę. Cały front, wraz z tak oczekiwanym atakiem Grupy Uderzeniowej znad
Wieprza, przeszedł do zwycięskiej ofensywy.
Sława i chwała
W najtrudniejszych dniach Bitwy Warszawskiej (13-15 sierpnia 1920 r.), kiedy
wszystko mogło się zdarzyć, albo wielkie zwycięstwo, albo całkowity pogrom -
nie zabrakło dowódcy, który na czele głównych sił zbrojnych znajdował się
bezpośrednio w ogniu walki. Był nim najwyższy stopniem generał wojsk polskich
Tadeusz Jordan Rozwadowski. To on prze cały czas trwał na stanowisku dowodzenia,
obserwował przebieg bitwy, przyjmował meldunki i wydawał rozkazy, a nawet
dodawał otuchy idącym do boju żołnierzom. W Polsce dzień 15 sierpnia jest
obchodzony jako Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Naród polski
głęboko przywiązany do wiary przodków jest przekonany, że zwycięstwo to
zawdzięcza pomocy i wstawiennictwu Matki Boskiej, Odtąd ta przełomowa bitwa
wojny z bolszewikami nazywana jest "Cudem nad Wisłą".
Lech Maria Wojciechowski
Autor jest kombatantem, byłym żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych
Źródło: http://www.myslpolska.icenter.pl/
Nr. 18 (
25.08.2002 )